Kowno, drugie po Wilnie pod względem wielkości miasto na Litwie można porównywać z naszym polskim Białymstokiem. Życie toczy się tu jednak spokojniej, po 2100 trudno kogoś spotkać na głównej alei miasta Laisves (Wolnośći). W niedziele i w poniedziałek wieczorem trudno znaleźć miejsce w którym można wypić piwo. Na jednym z krańców bulwaru znajduje się sobór, na drugim Stare Miasto, obfitujące w zabytki historyczne.

Mimo tej sennej aury, która panuje tu nawet w godzinach szczytu, jakby mogli stwierdzić mieszkańcy Ostrołęki, można się zaciekawić osobliwością i różnorodnością Kowna. Zwolennicy natury odnajdą tu pełne uroku wzgórza, parki z monumentami po Adamie Mickiewiczu oraz magiczne miejsce, w którym Niemen i Willia zbiegają się. Nowo przybyłych intrygują liczne nieużytkowe budynki przywodzące na myśl stalinowskie czasy. Kontrastują one z ciekawymi odnowionymi kamienicami i modernistycznym centrum handlowym Akropolis.

 Ekonomia kompleks i osobliwość

Jak można usłyszeć od lekko sfrustrowanych mieszkańców Kowna ceny żywności i usług wzrosły w skutek kryzysu. Niezadowolenie z jakości życia jest większe gdy Litwini porównują swoją sytuację do polskich sąsiadów. Turyści z naszego kraju są zaskoczeni brakiem małych, osiedlowych sklepików, które zastępują hipermarkety jednej firmy: Maxima. W tych centrach handlowych można znaleźć wszystko, jak na zachodzie. Wybór alkoholi jest imponujący, ale tylko do godziny 2200, gdyż na Litwie obowiązuje powszechny zakaz sprzedaży napojów wyskokowych do tej godziny. Wtedy to napić się chłodnego piwa można jedynie w barach, pubach i dyskotekach. Jak można dowiedzieć się z nieoficjalnych źródeł informacji istnieją tu miejsca, w których można kupić alkohol nocą za taką samą cenę jak w ciągu dnia. Miejsca te można by nazwać „pseudo-pubami", gdyż posiadają licencje baru a w rzeczywistości są przeznaczone do sprzedaży alkoholu (znajdują się tam prowizoryczne 3 stoliki i zaplecze hojnie wyposażone).

 Litwin polakowi (nie) wilkiem

Kowno, nie tak jak Wilno, jest miejscem, gdzie Polak czuje się jak turysta, obcokrajowiec. Nie odczujemy tutaj, że Polska i Litwa tworzyły kiedyś jedno państwo. Nie spotkamy zbyt wielu Polaków i nie porozmawiamy ze sprzedawcami w naszym ojczystym języku. Żyje tu niespełna 1% Polaków. Polscy turyści mogą tutaj wydobyć z pamięci rosyjskie zwroty, bowiem wiele osób potrafi mówić językiem naszego byłego okupanta. Większość z nich to ludzie starsi, młodsi preferują porozumiewać się z obcokrajowcami w języku angielskim. Mimo dość istotnych różnic językowych (języki litewski w żaden sposób nie jest podobny do polskiego), różnice kulturowe niemalże nie są dostrzegalne. Ubiór, gesty, sposób zwracania się do innych oraz patrzenie na świat są podobne. Dla Litwin najważniejszymi wartościami w życiu wydają się być rodzina i sukces w pracy. Nastawieni są na osiągniecie pozycji w społeczeństwie poprzez ciężką i indywidualną pracę, przez to nie są do końca otwarci na innych ludzi. Aby zdobyć zaufanie Litwina należy poznać go lepiej. Niemniej jednak w publicznych miejscach nasi sąsiedzi są bardzo mili i pozytywnie nastawieni do obcokrajowców. Podczas imprezy zorganizowanej przez organizację studencką AISEC w Kowieńskim centrum handlowym wiele osób podchodziło do polskiego stolika (można tam było znaleźć informacje o Polsce, tradycjach, posmakować chleba ze smalcem i ogórkiem, białego sera itp.) i wyrażało pozytywne opinie nie tylko o polskim jedzeniu, którego przed chwilą spróbowali, ale także o naszych miastach, kurortach, znajomych i krewnych z Polski. Konkluzją z dość długiego, nieturystycznego pobytu na Litwie może być stwierdzenie, iż kość niezgody, która nas dzieliła za sprawą wspólnej historii niezbyt sprzyjającej dobrym relacjom (szczególnie ze strony Litwinów - odczucie niesprawiedliwej zależności), zniknęła, w szczególności biorąc pod uwagę obecne pokolenie 20, 30 i 40-latków.

GALERIA ZDJĘĆ